Agrocontractor - tysiące uprawionych hektarów rocznie

Czternaście maszyn Väderstad, tysiące uprawionych hektarów rocznie: Agrocontractor pracuje z pasją!
Osiem siewników Väderstad, cztery agregaty talerzowe i dwa agregaty uprawowe. Do tego tysiące hektarów obsianych kukurydzą, bobikiem, burakiem cukrowym, rzepakiem i zbożami. Agrocontractor z maszyn Väderstad zrobił jeden z filarów swojej działalności usługowej.
Firma Agrocontractor Sp. z o.o. z Chełmna świadczy kompleksowe usługi rolnicze na skalę europejską. Czternaście maszyn spod marki Väderstad odpowiada za tysiące hektarów obsianych kukurydzą, burakiem cukrowym, rzepakiem i zbożami.
Paweł Boruszewski, Agrocontractor: Przy naszej skali nie ma miejsca na przypadkowy sprzęt, przestoje ani eksperymenty z trwałością. Tu liczy się wydajność, niezawodność i dokładna kalkulacja. Do lipca 2026 r. dysponowaliśmy ośmioma siewnikami, czterema talerzówkami i dwoma agregatami uprawowymi Väderstad. Z roku na rok nasz park maszynowy rośnie, bo rośnie też skala usług, które wykonujemy.

Jeżeli chodzi o siewniki, mamy Spirit 600C o szerokości 6 metrów, którym siejemy zboża, Rapida 6-metrowego, a także maszyny punktowe: cztery Tempo V, jeden Tempo T i jeden Tempo L. Wykonujemy nimi siew buraka cukrowego, rzepaku i kukurydzy. W zależności od siewnika pracujemy w konfiguracjach do nawet 18 rzędów.
W uprawie gleby wykorzystujemy dwa agregaty TopDown, które służą nam do głębszej i bardziej intensywnej uprawy, 5-metrowego Cultusa, a także dwa agregaty Carrier XL 820.
Niezła kolekcja – Väderstad towarzyszy Wam praktycznie przez cały sezon wegetacyjny…
P.B.: Tak. Każda z tych maszyn ma swoje konkretne zadanie. Tempo T to dla nas bardzo uniwersalny siewnik punktowy. Dzięki możliwości zmiany rozstawu sekcji możemy dostosować go do różnych roślin i pracować szybko, a jednocześnie bardzo precyzyjnie. Tempo V daje nam przede wszystkim wydajność. Przy tej skali usług jest to bardzo ważne, bo potrafimy nim zrobić około 100 hektarów w ciągu dnia. Tempo L to z kolei maszyna dla dużych areałów i dużej wydajności. Kiedy mamy do obsiania naprawdę duży areał, jej możliwości robią różnicę. Spirit 400C wykorzystujemy do siewu zbóż. To maszyna, która pozwala nam sprawnie wykonywać usługę zarówno po klasycznej uprawie, jak i w systemach uproszczonych. Rapid kupiliśmy między innymi z myślą o ciężkich, polodowcowych glebach na Mazurach. Bardzo dobrze sprawdza się nam również przy siewie bobiku.
TopDown daje nam możliwość połączenia kilku etapów uprawy i ograniczenia liczby przejazdów, co przy usługach ma ogromne znaczenie. Cultus wykorzystujemy tam, gdzie potrzebujemy głębszej pracy i mocnego spulchnienia czy wymieszania gleby. Carrier XL 820 jest niezastąpiony do ultraszybkiej uprawy.
Ile hektarów rocznie obrabiają Wasze maszyny?
P.B.: W 2026 roku zasialiśmy 8500 hektarów samej kukurydzy. Do tego było około 7500 hektarów bobiku i kolejne tysiące hektarów innych upraw. Jeśli chodzi o uprawę gleby, rocznie wykonujemy prace na powierzchni do 7000 hektarów, z czego około 4000 hektarów przypada na Mazury. Do tego dochodzą usługi kombajnowania…
Obsługujemy klientów w całej Polsce, ale działamy też za granicą – między innymi w Rumunii i Niemczech.
Przy takiej skali pracy poznajecie prawdę o sprzęcie. Co zatem najczęściej psuje się w Väderstad?
P.B.: To zabrzmi jak reklama, ale… nic. Wymieniamy przede wszystkim części eksploatacyjne: talerze, dłuta czy talerze wysiewające. Z samymi maszynami nie mieliśmy większych problemów.
Przyznam, że kiedyś próbowaliśmy oszczędzać i do agregatów głębokiej uprawy zakładaliśmy zamienniki części eksploatacyjnych. Szybko z tego zrezygnowaliśmy. Oryginalne szwedzkie części wytrzymują zdecydowanie dłużej.

Oczywiście wszystko zależy od warunków. Na ciężkich, mazurskich glebach, na glinie niektóre elementy potrafią pracować bardzo długo. Na piachu, przy dużej prędkości, zużycie jest znacznie szybsze. Dlatego mamy bardzo dobrze wyszkolonych operatorów. Przed każdą 12-godzinną zmianą oglądają maszyny i mają czas na sprawdzenie, co się zużywa i jakie części będą potrzebne.
Przy usługach czas to pieniądz. Jak zabezpieczacie się pod względem dostępności części zamiennych?
P.B.: Jeżeli maszyna stanie o godzinie 18.00 i nie naprawimy jej do rana, tracimy całą noc pracy. A to może być 50–70 hektarów. To są konkretne pieniądze, ale również ryzyko niedotrzymania terminów zapisanych w kontraktach.
Części zamawiamy z wyprzedzeniem, bazując na doświadczeniu i historii zużycia. Mamy przygotowane zapasy, nawet jeśli chodzi o drobne elementy – tulejki czy śruby. Wiemy, że prędzej czy później wszystko zostanie wykorzystane.
Kiedy jedziemy daleko, na przykład do Rumunii, jesteśmy przygotowani jeszcze lepiej. Zabieramy ze sobą duży zapas części. Daniel, który odpowiada za ekipę i jest jednocześnie naszym doświadczonym operatorem, wie, co może się wydarzyć. Jesteśmy zabezpieczeni mniej więcej w 80 procentach, a jeśli potrzebujemy czegoś dodatkowego, części można szybko wysłać.
Jak kalkulujecie pracę maszynami Väderstad?
P.B.: Wychodzimy od podstawowego kosztu maszyny, jej utrzymania i amortyzacji. Samą pracę maszyną Väderstad wyceniamy na około 140–160 złotych za hektar plus paliwo. Jeżeli jednak wykonujemy uprawę i siew w jednym przejeździe, cena wynosi około 380 złotych plus paliwo.
Ostatecznie każdy klient jest rozpatrywany indywidualnie. Znaczenie ma wielkość areału, liczba działek i ich rozdrobnienie. Jeżeli ktoś ma zwarty areał – przysłowiowe 1000 hektarów – możemy zaproponować mu lepszą cenę niż przy wielu małych kawałkach.
Mamy klientów posiadających kilka czy kilkanaście hektarów, ale obsługujemy też gospodarstwa liczące nawet do 10-15 tysięcy hektarów.
Rynek pracy jest trudny i operatorów brakuje. Dlatego inwestujemy w coraz większe i bardziej wydajne maszyny. Lepiej kupić jeden 6-metrowy siewnik i obsługiwać go jednym operatorem niż dwie maszyny 3-metrowe, które wymagają dwóch ludzi, dwóch ciągników i dwa razy więcej uwagi.
To jest czysta kalkulacja. I właśnie tak coraz częściej zaczynają patrzeć na rolnictwo sami rolnicy.

Jak zmieniło się podejście polskich gospodarstw do korzystania z usług rolniczych?
P.B.: Rolnicy coraz lepiej liczą koszty. W rolnictwie mamy trudny czas, ceny są wymagające, a koszty pracy rosną. Do tego dochodzi brak ludzi. Duże gospodarstwo musi więc policzyć nie tylko koszt ciągnika i maszyny, ale również koszt zatrudnienia operatora przez cały rok.
Jeżeli firma usługowa przyjeżdża i w krótkim czasie wykonuje konkretny etap prac, rolnik może się przekonać, że bardziej opłaca się zlecić usługę niż utrzymywać cały zespół ludzi.
Gospodarz zaczyna też liczyć własny czas. Nie tylko ten spędzony w ciągniku, ale również czas na dokumenty, rozliczenia, księgowość i organizację pracy. Jeżeli gospodarstwo ma duży areał, to często nie jest w stanie zrobić wszystkiego jednocześnie. Zleca nam więc jeden etap prac, a w tym czasie własnymi ludźmi wykonuje coś innego. Dzięki temu nie musi zatrudniać kolejnych operatorów.
Czy Pana zdaniem, zapotrzebowanie na usługi rolniczej w Polsce będzie rosło?
P.B.: Moim zdaniem tak. Coraz więcej gospodarstw chce oddać część prac profesjonalnej firmie, która przyjedzie, wykona usługę – najnowszym sprzętem – i weźmie za nią odpowiedzialność.
My też cały czas się rozwijamy. Od ubiegłego roku mamy projekt Contact Farming, w ramach którego przejmujemy prowadzenie agrotechniki na danym polu od siewu po zbiór, łącznie z zarządzaniem. Spotykamy się z rolnikiem na lustracjach, pokazujemy budżet i wspólnie kontrolujemy wyniki.
A co dalej z parkiem Väderstad w Agrocontractor?
P.B.: W przyszłym roku prawdopodobnie będą kolejne zakupy. Przymierzamy się do kolejnego Tempo V. Niedawno byłem w Szwecji i bardzo zainteresował mnie również Seed Hawk. To duża maszyna i rozwiązanie, które może być dla nas interesujące. Rozmawiamy z Väderstad o możliwości zorganizowania wspólnego demo tour z Seed Hawk po Polsce.
W Agrocontractor widać jednak nie tylko maszyny. Widać też, że macie zgrany zespół. Jak buduje się taką ekipę?
P.B.: Trzeba szukać takich ludzi, którzy naprawdę lubią to, co robią. My mówimy jednym językiem. Praca, rolnictwo – to nasza pasja. Do tego kręcimy własne filmy, pokazujemy naszą pracę, a nawet mamy swój własny blog. Jesteśmy pozytywnie zakręceni na punkcie tego, co robimy.
Maszyna może być najlepsza, ale ktoś musi ją dobrze obsłużyć. Dlatego inwestujemy nie tylko w sprzęt, ale też w ludzi. Mamy dużo swobody i zaufania ze strony szefostwa. Są cele, które chcemy osiągnąć, i nikt nie rzuca nam kłód pod nogi. Nie liczymy godzin i nadgodzin. Czasami pracujemy sześć godzin, a czasami przez dobę trzeba być w drodze albo coś załatwić. Jeżeli trzeba, poświęcamy na to swój czas.
Wygrywamy innowacyjnością, nowymi maszynami i tym, że z roku na rok podnosimy kwalifikacje operatorów. A jeżeli mamy nowoczesne maszyny, rozwiązania rolnictwa 4.0, telematykę, kontrolę sekcji czy RTK, to możemy zaoferować rolnikowi coś więcej niż sam przejazd po polu. Możemy zaoszczędzić jego czas i pieniądze. I coraz więcej rolników zaczyna to doceniać.